|

Archetyp, instynkt, ale i codzinne zachowania czy to kompulsywne czy silnie utrwalone łączy cecha przymusowości, dlatego dla powyższych zachowań, tak jak dla sfery oddziaływań instynktu oraz archetypu charakterystyczne są różne formy przymusowości, ale także różne sposoby 'uwalniania' od niej. Czynnikiem decydującym tu jest wola, którą Jung rozumie jako formę, a zarazem sumę energii psychicznej, będącej w posiadaniu świadomości.
Omawiając zagadnienie instynktu, Jung podkreśla, że kiedy funkcja psychiczna (partie supérieure) stopniowo traci swój przymusowy charakter, może zostać stopniowo poddana ludzkiej woli. Mówi wręcz, że psychika jest emancypacją tej funkcji od jej instynktownej formy, a także od kompulsywności, która powoduje utrwalanie mechanizmów instynktownego działania. Ze wzrastającą wolnością od zachowań instynktowych funkcja psychiczna ostatecznie osiąga punkt, w którym wrodzona energia przestanie zupełnie podlegać instynktowi w pierwotnym sensie i osiągnie postać w zasadniczej mierze autonomiczną, czy jak chce Jung postać „duchową”. Nie oznacza to substancjalnej zmiany napędowej siły instynktu, ale tylko inny sposób jej zastosowania.
Kiedy przymus dotyczy nas samych, to nie jest nam do śmiechu, bowiem z jednej strony dostrzegamy oznaki braku własnej wolności działania, a z drugiej strony nie możemy zrobić nic innego poza tym, co właśnie uczynilismy, co robimy, albo co dopiero uczynimy. Władająca w takich sytuacjach kompulsja określa nasze wzorce i kierunek działania. Kiedy natomiast dostrzegamy takie symptomy u drugiej osoby, np. klienta w gabinecie psychologicznym, to z jednej strony pojawia się nam obraz złożoności i pomieszania, a z drugiej zwraca naszą uwagę humorystyczny aspekt tej całej sytuacji.
Kiedy na przykład widzimy kogoś, kogo twarz i całe ciało miotają się niejako w spazmach bólu, niemocy, zagubienia, złości na świat i siebie, a w końcu lęku oraz świadomości śmieszności położenia w jakiej się znalazł, to zaczynamy rozumieć, jak wielką moc ma owa siła przymuszająca nas w życiu i w drodze rozwoju.
Powyższy stan pomieszania, to niestety dopiero początek drogi bohatera, bowiem kolejny krok stojący przed nim wymaga, aby zdecydował się na akt nie-przymusowy, by zdecydował się w jednej chwili zawiesić moc sprawczą dotychczas wyuczonych, a przez to bliskich mu zachowań, przestał wierzyć łatwo nasuwającym się myślom, opatrzonym decyzjom, a nawet dotychczas bliskim uczuciom, które od zawsze podpowiadały mu „nieomylnie”, co jest właściwe w jego drodze, kto jest dobry, kto zły, a komu nie warto poświęcić nawet odrobiny uwagi.
Ale to nie wszystko...
Musi on jeszcze postawić pod znakiem zapytania wszystkie swoje dotychczasowe upodobania, smaki, smaczki i preferencje, a nawet poddać autorefleksji sposoby dostarczania sobie pobudzeń, wrażeń, uniesień czy euforii.
Kiedy więc patrzysz na taką osobę, to rozumiesz, że jest w beznadziejnej sytuacji, że czeka ją rzecz bolesna, rzecz graniczna – klęska. Klęska dotychczasowego „ja”, klęska misternie utkanych sieci i przez lata zbudowanego fundamentu. Ale to tragedia piękna i swąd palonych kości obecny jest wśród skał! Bo właśnie obumiera stare drzewo, a nowego jeszcze nie widać. Nowe jeszcze nie wzrosło, choć narodziny już tuż tuż... Skąd przychodzi nowe? Rodzi się właśnie z popiołów dobrego i złego, z popiołów tego, co sczezło w czeluściach zawiedzenia, rozgoryczenia i ciemności. Na to, co ma przyjść jednak warto czekać, bowiem ból poprzedza narodziny mitycznego „ciała diamentowego”, „iskierki życia” i człowieka nowego. Ze smrodu i spalenizny wyłania się feniks, ptak nowego zrozumienia, nowych wglądów i uczuć, na nowo oblekając w gwiazdy drzewo życia bohatera. Nadchodzi nowe, jeśli tylko bohater zdecyduje się przeciwstawić przymusowi.
To początek pracy, a dalej idzie za bohaterem tylko mozolna, żmudna praca codziennego wybierania. Nieustanne bitwy moralne, pytania i odpowiedzi...
A jaki jest koniec? Czy można dojść do końca i całkowicie rozświetlić jasnością mroki księżycowe? Nie. Nie można. I to nie dlatego, że bohater jest słaby lub brak mu determinacji, ale dlatego, że im silniejsza jego wola, tym bardziej w moc wzbiera też mroczny przeciwnik. Im szersza świadomość, im więcej ukrytych treści przyswoiła, im bardziej otworzyła się na nieznane i wywalczyła autonomię, buntując się przeciwko starym bogom, tym bardziej staje się odizolowana od wrodzonej 'podstawy' od swych psychicznych korzeni. I chociaż osiągnęła prometejską wolność, to jednak albo przez Ikarową nieostrożność spada w morze niewiedzy, albo niczym duch prometejski, oświecony boskim wglądem, przykuta zostaje do wzgórz wyobcowania – do skał Kaukazu.
Czy jest to więc droga warta wysiłku? Hmmm.... Miły ma smak szczypta wolności.... Jak będzie smakować jej garść nie wiem, ale chyba warto...! |